Umowa TTIP — Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji między UE a USA — miała znosić „bariery" w handlu. Partia Razem od początku wskazywała, że wiele z tych barier to po prostu wywalczone demokratycznie standardy: bezpieczeństwo żywności, ochrona zdrowia, środowiska i danych. Najostrzejszy sprzeciw budził jednak zaszyty w umowie mechanizm ISDS — rozstrzyganie sporów inwestor–państwo przed prywatnymi trybunałami arbitrażowymi. W stanowisku z 2015 roku Rada Krajowa Razem oceniła go jako próbę zamachu na demokrację.
Jak działa mechanizm ISDS?
ISDS pozwala zagranicznemu inwestorowi pozwać państwo poza jego własnym sądownictwem — przed trybunał złożony z arbitrów, często prawników pracujących na co dzień dla wielkich korporacji. Podstawą pozwu bywa decyzja polityczna, która uszczupla spodziewane zyski inwestora: podniesienie płacy minimalnej, zaostrzenie norm środowiskowych, wycofanie się z ryzykownej technologii. Sam fakt, że taki pozew grozi budżetowi kosztownym odszkodowaniem, wywołuje efekt mrożący — rządy wahają się przed regulacją, żeby nie narazić się na proces. Razem wskazywał też na powiązaną z TTIP Radę ds. Współpracy Regulacyjnej, której z rocznym wyprzedzeniem miano przedstawiać plany ustawodawcze — czyli poddawać przyszłe prawo wcześniejszej kurateli.
Czy to zagrożenie teoretyczne?
Bynajmniej — skala sporów, które już się toczą, pokazuje, że groźba jest jak najbardziej realna. Do końca 2024 roku UNCTAD naliczyła 1 401 znanych sporów inwestor–państwo wszczętych na podstawie umów inwestycyjnych (UNCTAD, kwiecień 2025). Stawki bywają ogromne: około 60% spraw dotyczy roszczeń od 100 mln dolarów w górę, a w 143 przypadkach inwestorzy żądali ponad miliarda dolarów (UNCTAD — Facts and Figures on ISDS, 2024). Respondentami w takich sporach było już 135 państw i sama Unia Europejska. Sporów przybywa zwłaszcza wokół energetyki i wydobycia — czyli dokładnie tam, gdzie państwa muszą dziś podejmować trudne decyzje klimatyczne.
Czego bał się Razem — i co się potem stało?
Obawy z 2015 roku okazały się trafne. Sam mechanizm ISDS stał się w kolejnych latach przedmiotem szerokiej krytyki, a przy umowie UE–Kanada (CETA) zastąpiono go zreformowanym systemem sądów inwestycyjnych — przyznając pośrednio, że klasyczny arbitraż budził słuszne zastrzeżenia. Negocjacje samego TTIP utknęły, ale logika „traktatu ponad demokracją" wraca przy kolejnych umowach handlowych. Ten sam sprzeciw wobec przedkładania korporacyjnych zysków nad standardy pracownicze, żywnościowe i środowiskowe Razem zgłasza dziś wobec umowy UE–Mercosur — z tym samym pytaniem: kto realnie widział treść i kto poniesie koszt.
Co proponuje Razem
Wszelkie decyzje polityczne, które prowadziłyby do uszczuplenia potencjalnych zysków międzynarodowych korporacji, narażać będą budżety państw czy samorządów na kosztowne procesy i odszkodowania. (…) Oceniamy to jako próbę zamachu na demokrację! Społeczeństwo musi zachować kontrolę nad realizowaną polityką — jej kształt nie może być obwarowany korporacyjnymi przywilejami!— Rada Krajowa Partii Razem, Stanowisko w sprawie TTIP, 2015
Z tego stanowiska wynikają trwałe zasady, którymi Razem mierzy każdą umowę handlową:
- Żadnych prywatnych trybunałów ponad sądownictwem publicznym — decyzje o standardach ochronnych i płacach nie mogą być obwarowane groźbą korporacyjnych pozwów.
- Jawność negocjacji i pełny dostęp parlamentów — koniec z uzgadnianiem umów za zamkniętymi drzwiami, gdy pełny tekst zna tylko strona korporacyjna.
- Nienaruszalność standardów ochrony zdrowia, bezpieczeństwa żywności, środowiska i danych — „bariery" w handlu bywają mechanizmem ochronnym wypracowanym w demokratycznej debacie.
- Zobowiązanie korporacji do standardów prawnych, socjalnych i ekologicznych zamiast przyznawania im przywilejów kosztem państw i pracowników.
Partia zamyka to stanowisko wnioskiem, że Europę da się urządzić inaczej — bardziej solidarnie, socjalnie i demokratycznie niż w umowach pisanych pod interes najsilniejszych.
